SAM_1303

Dojazd do Bhandardara

Następnego dnia po przylocie zrobiliśmy wycof z Anjali. Zjedliśmy śniadanie w hostelu (kanapka z omletem + masala tea) i przepakowaliśmy się – zostawiliśmy jeden mały plecak z ciepłą odzieżą, która przyda się po powrocie do Polski. Dogadaliśmy się na 100 rupii za 10 dni przechowania plecaka.


Trasa z Bombaju do Bhandardara

Następnie zaczęliśmy szukać dojazdu do stacji kolejowej Lokmanyatilak. Stamtąd miał odjeżdżać pociąg do Igatpuri, na który posiadaliśmy zakupione już wcześniej bilety, a stamtąd jakoś chcieliśmy dostać się do Bhandardary. Miejsce to jest tylko zdawkowo wspominane w przewodniku Lonely Planet. I dobrze, bo może dzięki temu zachowa swój klimat. Ja dowiedziałem się o nim z różnych blogów, gdy do wyszukiwarki wpisywałem hasło trekking around mumbai. Bhandardara jest opisywana jako letni kurort, w którym można podziwiać sztuczne jezioro Arthur, zaporę wodną Wilsona, spektakularne Umbrella Falls oraz najważniejsze – wybrać się na najwyższy szczyt regionu, Kalsubai (1646 m.n.p.m).

Technologia w służbie turysty

Pomocny w zorientowaniu się w naszej sytuacji okazał się, wyglądający na lekko upalonego, Hindus będący jeden z gości hostelu. Wskazał nam bardzo dobrą aplikację m-indicator, dzięki której mogliśmy bez problemu rozeznać się w komunikacji w Mumbaju.

Aplikacja must-be
Aplikacja must-be dla każdego, kto chce swobodnie poruszać się komunikacją publiczną w Mumbaju

Ponadto Hindus wytłumaczył nam jak dojechać do stacji, z której odjeżdżał nasz pociąg do Igatpuri. No prawie wytłumaczył, bo stacji Lokmanyatilak nie było na mapie wyświetlanej przez aplikację. Jednak wiedzieliśmy jak zacząć – to i tak dużo.

Trudne początki

Po wyjściu z hostelu udaliśmy się do najbliższej stacji metra – Chakala i pojechaliśmy do końcowej stacji, Ghatkopar.  Tam przeszliśmy ze stacji metra na stację kolejową, gdzie chcieliśmy zasięgnąć języka na temat dalszej podróży. Po kilku przesiadkach dojechaliśmy w końcu na naszą stację. To, co zastaliśmy na dworcu, wgniotło mnie w ziemię. Na podłodze siedziało i leżało mnóstwo osób, dla których dworzec był raczej tymczasowym schronieniem niż chwilowym miejscem oczekiwania na pociąg. Przechodząc obok śpiących osób nie wiadomo czy nie zasnęli już na zawsze.  Ponury widok dopełniał smród fekaliów leżących na torach, pomimo tabliczek z prośbą o niekorzystanie z toalety podczas postoju pociągu na stacji. I te sterty śmieci ciągnące się wzdłuż torów niczym wał przeciwpowodziowy. I bezpańskie wychudzone psy pałętające się w poszukiwaniu jakiegokolwiek pożywienia. Nigdy nie wiesz czy jeden z drugim zaraz nie kłapnie zębami wgryzając Ci się w łydkę.

Po wejściu do pociągu szybko wgramoliliśmy się na swoje leżanki. Cieszyłem się, że mimo krótkiej drogi (2,5h) możemy poleżeć i nieco odpocząć. Miałem mętlik w głowie, byłem niewyspany i nie miałem ochoty nic robić. Oparty głową o plecak, szybko zasnąłem. W półśnie podałem konduktorowi bilet do kontroli.

Igatpuri – gdzie diabeł mówi dobranoc

Po dwóch godzinach obudziłem się w dużo lepszym nastroju, za to głodny. Po wyjściu z pociągu na stacji w Igatpuri zaczęliśmy szukać czegoś do jedzenia. Trochę nam zajęło zanim znaleźliśmy przydrożną knajpkę serwującą ciepłą strawę.

W Igatpuri łatwiej jest krowie wejść do sklepu niż człowiekowi znaleźć coś do jedzenia
W Igatpuri łatwiej jest krowie wejść do sklepu niż człowiekowi znaleźć coś do jedzenia

Na początku miejsce wydawało się jakieś dziwne – Kasia stwierdziła, że w środku są sami faceci, którzy bacznie jej się przygladają. Po chwili jednak zjawiła się spora grupka kobiet. Od razu dało się zauważyć, że płcie przy stołach zdecydowanie się nie mieszają.

Zamówiliśmy samosy (wegetariańskie pierożki nadziane ziemniakami, cebulą, grochem, soczewicą i kolędrą), które okazały się być dość ostre i dosę (chrupki naleśnik wypełniony ryżem i soczewicą). Samosy nieźle mnie przypaliły, dlatego mile się zaskoczyłem, gdy po schrupaniu kilku niewielkich kosteczek cukru z anyżem, podanych wraz z rachunkiem, poczułem ulgę.

Machanie głową – wyższy stopień skonfundowania

Po trudnościach w znalezieniu pożywienia przyszedł czas na dogadanie się w kwestii dojazdu do Bhandardara. Kelner, z którym udało nam się porozumieć w sprawie jedzenia nie był w stanie wyjaśnić nam jak dostać się do kolejnej wioski. Gdy któraś z kolei zaczepiona przeze mnie osoba zaczęła mówić w hindi lub marati, poddałem się.

Po chwili podszedł do mnie staruszek, którego szczerze mówiąc nie podejrzewałem o to, że będzie mówił po angielsku. Ten całkiem niezłą, aczkolwiek nieco bełkotliwą angielszczyzą powiedział, że możemy wziąć rikszę do jakiegoś Ghoti, a stamtąd jeepa i już prosto do Bhandardara. Ponieważ preferujemy publiczne środki transportu, zapytaliśmy o autobusy. Pan machnął głową w lewo i w prawo, wydał z siebie dziwny dźwięk ni to potwierdzenia, ni to zaprzeczenia i stał wpatrzony we mnie. Czyli co, jest ten autobus czy nie? Pan wykonał ten sam gest i znów zamilknął. Postanowiłem inaczej podejść do tematu. Zapytałem gdzie jest dworzec. Pan wskazał kierunek, z którego przyszliśmy i dodał straight, 10 minutes walk.

Podziękowaliśmy po angielsku po czym zapytałem pana jak powiedzieć dziękuję w hindi. Dani wat - odpowiedział staruszek. Nie minęło pięć minut, a ja oczywiście głowiłem się jak to było…

Wiocha mała, droga jedna – niesposób nie znaleźć dworca. Jest to zawsze większy plac, na którym mogą parkować i nawracać autobusy. Prawie zawsze jest też jakaś poczekalnia i budynek biurowo-administracyjny (w zależności od wielkości miejscowości).

Dworzec w Igatpuri. Autobusy wyglądają jakby woziły jeszcze Brytyjczyków.
Dworzec w Igatpuri. Autobusy wyglądają jakby woziły jeszcze Brytyjczyków.

Od razu zapytaliśmy o autobusy do Bhandardara. Pan w biurze powiedział, że będzie o 16. Na zegarku 15:53. Ale super, nie będziemy musieli długo czekać. Gdy kilka minut po 16 podbiegam do nadjeżdżającego autobusu z pytaniem czy jedzie do Bhandardara, kierowca odpowiada, że nie.

Wraz z kolejnym odjeżdżającym autobusem traci się wiarę, że ten właściwy w końcu nadjedzie.
Wraz z kolejnym odjeżdżającym autobusem traci się wiarę, że ten właściwy w końcu nadjedzie.

Po kilku nieudanych próbach podchodzi do nas jedna z kasjerek i mówi, że nasz autobus będzie dopiero koło 18. No to w najlepszym wypadku mamy dodatkowe 2 godziny czekania. A w najgorszym… spanie tutaj? Umówmy się – Igatpuri to dziura, w której nie chce się zostać na noc, zwłaszcza, że wszystkie znaki na niebie i ziemii wskazują, że tu nawet nie ma gdzie spać. Zostaje jeszcze wynajęcie jakiegoś środka lokomocji tylko dla nas, o ile jeszcze takowe będą.

Jak się okazuje, dwie godziny to całkiem sporo czasu, zwłaszcza gdy nie ma się nic szczególnego do roboty. Człowiek zaczyna wtedy szukać rozrywek. A to poczyta książkę, a to gazetę, a to porobi zdjęcia, a to obejrzy te już zrobione. Ja bardzo lubię obserować życie lokalsów. Lubię ten moment, gdy nic mnie nie goni i mogę w spokoju poprzyglądać się ludziom, ich zachowaniu i otoczeniu.

Czekanie to nieodłączna część podróży.
Czekanie to nieodłączna część podróży.

I gdy tak sobie kontemplujemy, ni stąd, ni zowąd słychać jakieś wrzaski, krzyki, muzykę i męski głos z megafonu. Kakofonia dźwięków narasta i wyraźnie zbliża się ku dworcowi. Ostrożnie wychodzimy na ulicę, nie wiedząc czy to pokojowa manifestacja czy jakiś bunt.

sdf
Nikt nie strzela, więc to chyba nic groźnego?

Po chwili tłum jest już przy nas. Ludzie, głównie mężczyźni, przyjaźnie machają do nas rękami. Odwzajemniamy uśmiechy i również podnosimy do góry ręce wymachując nimi.

Zaczepiamy kilka osób aby dowiedzieć się, co się dzieje:

- Namaste, co to za wydarzenie?
– Namaste, wybory, sir!

I wszystko jasne – jest to po prostu wiec poparcia jednego z kandydatów w lokalnych wyborach samorządowych. Mężczyzna po udzieleniu odpowiedzi na moje pytanie wyjmuje aparat i zaczyna mi coś pokazywać na ekranie.

My kid with white kid play. You see, sir?
My kid with white kid play. You see, sir?

Od razu robi się zbiegowisko, ludzie wręczają nam ulotki, robią sobie zdjęcia. Atmosfera jest przyjazna, nikt na siłę nie wyrywa nas sobie, wszyscy czekają na swoją kolejkę. Na końcu ustawia się grupka chłopców, na oko mają 8-12 lat, z pewnością wracają do domu po szkolnych zajęciach.

Uczniowie szkół noszą najczęściej taki sam zestaw ubrań - chłopcy spodnie i koszule, a dziewczynki uniformy przypominające sari.
Uczniowie szkół noszą najczęściej równy zestaw ubrań – chłopcy spodnie i koszule, a dziewczynki uniformy przypominające sari.

Uczniowie przyklejają się do nas na dłużej. Po tym jak pula pytania do zadania się wyczerpała (skąd jesteśmy, czy lubimy Indie, jak nam się podoba miejscowość, dokąd jedziemy, jakie miejsca w Indiach już odwiedziliśmy, czy jedziemy do Goa), przychodzi czas na dalsze poznawanie swojej kultury. Chłopcy pytają czy mam polską monetę. Wyjmuję z portfela 2 zł. Pytają ile jest warta. Kłamię, że 5 rupii. Nie powiem przecież, że 34. Po prostu nie chcę być postrzegany jako chodząca skarbonka. Nieopatrznie zgadzam się też, aby jeden z chłopców zabrał monetę. Przez następne 20 minut kłócą się o to, do kogo będzie należeć moneta… co za głupiec ze mnie, jak daje się jednemu, to wszystkim trzeba dać…

wer
Na tej wymiętej kartce zapisane zostały zadania z klasówki z matematyki. Cóż za brak szacunku dla królowej nauk :)

Po jakimś czasie wyciągają jakiś zwitek papieru i mi go podają. Po rozłożeniu kartki, okazuje się, że to zadania matematyczne. Ciekawe, polecenia są w hindii, ale zadania nadal mogę rozwiązać. Gdy zabieram się za tłumaczenie ciągów, podjeżdża autobus i już nie mam komu tłumaczyć – dzieciaki wsiadają i odjeżdżają. A my nadal czekamy…

Robi się 18, a słońce niebezpiecznie zbliża się ku horyzontowi. Zaczynamy się poważnie zastanawiać czy ten cholerny autobus w ogóle przyjedzie. Na szczęście nie jesteśmy sami na dworcu, co dowodzi, że nie tylko my czekamy na transport. Wyciągamy czołówki, żeby nie szukać ich po ciemku. W końcu ok 18:40, gdy już zmierzcha, przyjeżdża kolejny autobus, a ludzie zrywają się i pokazują palcami wołając Bhandardara, Bhandardara. Czyli jednak nie utkniemy w Igatpuri… Juhu!

Podróż ma trwać jakieś 2 godziny, co mnie nieco zastanawia, gdyż przed wyjazdem sprawdzałem odległość i ta nie miała być większa niż 40 km. Po jakimś czasie dowiadujemy się dlaczego będziemy jechać tak długo – silnik autobusu wyje jak oszalały na każdym podjeździe jakby miał wyskoczyć przez maskę, a droga wydaje się być coraz bardziej stroma. Wychylam się też od czasu do czasu przez okno żeby sprawdzić po jakiej jedziemy nawierzchni. Ciężko stwierdzić czy jest więcej asfaltu czy jego brak. Zauważam tylko, że utwardzona część nawierzchni po której się poruszamy jest wąska, więc gdy dochodzi do mijanki, pojazdy maksymalnie zjeżdżają na pobocze, żeby znaleźć dla siebie miejsce.

Przemieszczanie się z miejsca na miejsce w nocy nie należy do naszych ulubionych zajęć. Wszystko wydaje się bardziej mroczne i złowrogie. Ludzie sprawiają wrażenie mniej przyjaznych. A przecież to wszystko siedzi w głowie.

Jeszcze zanim dojechalilśmy do wsi, zaczęliśmy wypytywać współpasażerów czy ktoś zna ośrodek MTDC, w którym mieliśmy zarezerwowany pokój. Jeden Hindus w czerwonej koszuli uśmiechnał się i pomachał w geście, że on wie, jak do niego dojść. Po wyjściu z autobusu zapytałem dla pewności Hindusa czy na pewno wie, jak trafić do MTDC. Ten odpowiedział krótkim Aaa i podobnie jak staruszek z knajpy pomachał głową. Cholera wie, co to znaczy, bo przypomina nasze polskie tak sobie/tak wiesz/ani tak, ani nie. Co mieliśmy zrobić – poszliśmy za nim. Po kilku minutach  trafiliśmy do recepcji naszego ośrodka. Podziękowaliśmy Hindusowi i poszliśmy odebrać klucz od pokoju.

Wraz z kluczem, otrzymaliśmy jeszcze bony na śniadanie w przyośrodkowej stołówce, ręczniki oraz mydło. Po wejściu do pokoju od razu wzięliśmy prysznic, kolejną porcję Malaronu i powoli szykowaliśmy się do snu… a raczej jego braku…

Profesjonalny montaż moskitiety za pomocą paska od spodni do wentylatora.
Profesjonalny montaż moskitiety za pomocą paska od spodni na wentylatorze

Dodaj komentarz